Łóżkowe gry

Zdaniem Freuda, różne zachowania, które z pozoru nie mają nic wspólnego z seksem, tak naprawdę wynikają ze stłumionych w nas potrzeb erotycznych. Ale może być też zupełnie odwrotnie. Niekiedy za pomocą seksu staramy się rozwiązać całkowicie nieerotyczne problemy. Prawdą jest bowiem, że od czasu do czasu wiele osób idzie ze swoim partnerem do łóżka po to, żeby zabić nudę, osiągnąć jakiś cel, bądź też zażegnać konflikt. Wielu takim osobom wydaje się to zupełnie niegroźne. Czy faktycznie tak jest? Okazuje się, że im częściej zdarza nam się uprawiać takie „nieerotyczne gry wstępne”, tym większe niebezpieczeństwo grozi związkowi.

Coś za coś?

Ile razy było tak, że seks wykorzystywaliście do osiągnięcia upragnionego celu? Ona szykuje wspaniałą kolację przy świecach, potem robi masaż…. Dopiero po zakończeniu miłosnych igraszek będzie chciała usłyszeć od partnera odpowiedź, na którą czeka. Jednak to nie jest najgorsze. Gorzej, jeżeli określone pytanie kobieta zada podczas miłosnego uniesienia. Wówczas odmowa ze strony partnera oznacza najczęściej koniec seksu, a początek awantury.

Niektóre kobiety za pomocą seksu próbują „załatwić” transakcję typu „pójdę z tobą do łóżka, pod warunkiem że…: zabierzesz mnie do kina, kupisz mi nową sukienkę, naprawisz kran”, itd. W ten sposób panie usiłują zawalczyć o pomoc męża, której akurat potrzebują bądź też pragną czuć się kochane i być punktem zainteresowania.

Ale nie tylko kobiety potrafią wymusić coś na mężczyznach poprzez seks. Panowie także: „zrobisz na obiad moją ulubioną pomidorówkę”? – pyta mężczyzna, jednocześnie muskając kobietę.

Bezpiecznymi wymianami tego typu transakcji będą te, oparte na zasadzie: ja ci dam to, co lubisz, jeśli ty mi dasz to, co lubię. Większość par nigdy o tym jednak nie mówi. Należy wyjść więc z założenia „daję – dostaję”. Jest to dobra i bezpieczna transakcja, która raczej nie zagraża związkowi.

I kto tu rządzi?

Wiele par wykorzystuje seks do tego, by pokazać swoją dominację. Dla jednych dominacja ta wiąże się z wybieraniem ulubionych pozycji seksualnych. Tymczasem okazuje się, że nie zawsze związana jest ona z przykuwaniem kogoś do łóżka kajdankami. W związku, w którym w sposób widoczny dominuje jedna strona, pieszczoty najczęściej rozpoczyna „kierownik”. Osoba zdominowana wyraża wówczas chęć lub niechęć do podjęcia dalszej erotycznej zabawy. Jeżeli jednak raz na jakiś czas to właśnie ona stara się przejąć „łóżkową” inicjatywę, zazwyczaj spotyka się z odmową.

W sytuacji, kiedy w końcu jedna ze stron się buntuje i stara się wprowadzić do związku równowagę, bardzo łatwo dochodzi do tak zwanych „gwałtów małżeńskich”, czyli zmuszanie partnera do odbywania stosunku wbrew woli. Każda taka sytuacja  zaburza równowagę związku, co powoduje że osoba zmuszana do seksu traci do niego chęć i nie potrafi już z niego czerpać przyjemności.

Trzeba jednak wiedzieć, że takie łóżkowe gry w dominację zdarzają się parom bardzo często. Wprowadzają bowiem odrobinę urozmaicenia. Jeżeli dzieje się to na zasadzie wzajemnej wymienności (dziś ty jesteś górą, a jutro ja), gra taka jest akceptowana. Terapeuci często zalecają taką właśnie „zabawę” wszystkim parom, które mają problemy z rozmowami o tym, czego pragną w łóżku.

Na zgodę?

Nie od dziś wiadomo, że seks jest jednym z najstarszych na świecie sposobów łagodzenia sporów. Stare mądre powiedzenie przecież mówi: „Noc połączy tych, których dzień podzielił”. Nocne pojednanie można rozpocząć od rozmowy, od przeprosin. Może także przebiegać bez słów i jest to chyba najbardziej znany scenariusz. Seks odbywa się w ciemności, zwykle bez wydawanych głosów rozkoszy.

Seks „na zgodę” nie jest wcale niczym niebezpiecznym, ale pod warunkiem… Musi stanowić bowiem przypieczętowanie zgody zawartej wcześniej. Nie prowadzi jednak do niczego dobrego, gdy para kładzie się do łóżka w kłótni, pełna pretensji, spędza ze sobą upojną noc, a potem – następnego dnia rano w dobrych nastrojach nie wspomina o problemie. Seks wówczas staje się czymś innym, niż wyrażeniem miłości.

Ale pewnie każdy wie, że seks po awanturze może być tym najgorętszym i tym na długo zapadającym w pamięci. Wszystko dlatego, że kłótnia podnosi poziom adrenaliny. Oczy się błyszczą, a źrenice rozszerzają. Na policzkach pojawiają się rumieńce. Ten sam hormon wydzielany jest również wtedy, gdy jesteśmy podnieceni seksualnie. W czasie kłótni pojawia się go jednak znacznie więcej. Organizm bowiem chce znaleźć ujście dla tej nagłej dawki napięcia. Seks jest więc niemal idealny do tego celu. Podczas zbliżenia poziom adrenaliny zaczyna spadać, a na jej miejsce pojawia się serotonina – czyli hormon przyjemności.

Łóżkowe gry mogą mieć dwie strony medalu. Jedna – bardziej bezpieczna jest dozwolona. Druga – niekoniecznie i może doprowadzić nawet do rozpadu związku. Zanim więc zaczniemy pogrywać z partnerem, warto zastanowić się czy poprzez takie poczynania nie wypaczymy istoty seksu, który jest przede wszystkim sposobem wyrażania miłości.

5,0 k

0 comments on “Łóżkowe gry

1 Pingi/Trackbacks dla "Łóżkowe gry"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *